RSS
poniedziałek, 12 września 2016

Marzy mi się założenie klimatyzacji w mieszkaniu. Wiem, że nie mieszkamy w Afryce i nie codziennie są upały, ale mimo wszystko nawet te kilka dni potrafi dokuczyć. Kiedyś, gdy chodziłem do szkoły i pracowałem u "normalnego" pracodawcy, znaczy w małym zakładzie, jakoś mi to nie przeszkadzało. Od kiedy jednak jeżdżę klimatyzowanym autem i siedzę cały dzień w klimatyzowanym biurowcu, chyba przyzwyczaiłem się do niższej, stabilnej temperatury. Ta u nas w mieszkaniu jest jak dla mnie za wysoka. Od początku upałów ani odpoczynek nie sprawia mi przyjemności, ani w nocy nie mogę się porządnie wyspać, bo mi za gorąco. Oczywiście na tym tle wybuchł od razu spór z Damą, która co prawda nie wyobraża sobie podróży latem samochodem bez włączenia klimy; w pracy też jej nie przeszkadza, ale w domu nie chce o niej słyszeć, jakby właśnie ta, którą chcę założyć mogła na nas sprowadzić wszelkie możliwe plagi, choroby i nieszczęścia. No cóż, o tej porze roku i tak już się nie przyda; do wiosny daleko... Dama ma dużo czułych punktów i dużo chciejstw. Na pewno idąc na kompromisy uda się ją do przyszłego lata przekonać o przydatności tego urządzenia. Biorąc pod uwagę jej rachunki od kosmetyczki i w aptece (ostatnio nawet przyniosła do domu jakiś chlorofil w płynie), argumenty kwotowe do mnie nie przemawiają. Jeszcze mógłbym zrozumieć te jej wydatki, gdyby miała jakieś problemy z cerą, włosami, paznokciami, albo choćby wagą, ale nie - nic jej nie dolega, wszystko jest w najlepszym porządeczku i w normie; wygląda pięknie, więc nie jestem w stanie zrozumieć po co to.

W Portugalii było wręcz cudownie, poza lekką paniką w samolocie spowodowaną turbulencjami (Dama ciężko je znosi). Dało się odpocząć, nacieszyć pięknymi plażami, pozwiedzać, popróbować na miejscu lokalnej kuchni i wina, zapomnieć o pracy i nacieszyć się też sobą. Przez cały wyjazd nie zaliczyliśmy ani jednej kłótni, co ostatnio było wręcz niesamowitym osiągnięciem. Od powrotu też jest o niebo lepiej. Postanowiliśmy częściej zapominać o zwykłych dniach i problemach, i po prostu pakować się i wyjeżdżać. Najwyraźniej dobrze nam to robi. Praca może i uszlachetnia, ale jej nadmiar na pewno nie uszczęśliwia ;)

poniedziałek, 04 lipca 2016

No niestety, dwie świetne drużyny wyleciały z Euro - Polska i Islandia, choć co by nie mówić o samej grze i tak wylecieliśmy w lepszym stylu niż Włosi ;)

Knajpka się sprawdza przy takich okazjach w 100 procentach :)

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Urlop zbliża się wielkimi krokami i już się nie mogę doczekać wyjazdu. Czuję się przepracowany, przemęczony. Poza tym musimy spędzić razem z Damą trochę więcej czasu, bo co z tego, że razem mieszkamy, jak prawie wcale się nie widzimy, o normalnej rozmowie nie wspominając. Na szczęście teraz ma człowiek trochę rozrywki w postaci Euro 2016 :) Znaleźliśmy z kumplami świetną knajpę, z pysznym żarciem, w miarę tanim browcem, panelem TV na zewnątrz, więc warunki do kibicowania mamy wręcz wymarzone. W takim klimacie można naszych wspierać, a że dobrze im idzie, więc tym przyjemniej się siedzi. Oby tak dalej; żeby ość czy kość nam nie stanęła w gardle na meczu z Portugalią ;) Z drugiej strony, jak Portugalię wywalimy z zawodów, to będąc tam na urlopie przed kibicami trzeba będzie ukrywać skąd się przyjechało ;) Liczę jednak na to, że damy radę :)

piątek, 13 maja 2016

Wczoraj był dziwny dzień, znaczy trochę fajny, trochę dziwny. Może dlatego, że miał być rewelacyjny, a nie był, więc trudno mi go ocenić. Zaplanowałem sobie zabranie mojej Damy do biura podróży i wykupienie wycieczki, a później obiadokolację w restauracji, bo wiedziałem, że tam nam trochę czasu zejdzie i nie będzie kiedy gotować. Początek planu udał się wyjątkowo dobrze, nie było strojenia min, zbyt wielu tekstów "a może jednak", "a co nam pani jeszcze zaproponuje", itp. Dość szybko, ku mojemu wielkiemu szczęściu, zdecydowaliśmy się na Portugalię (dobra cena, fajny klimat, piękne plaże, jest co zwiedzać, nie ma emigrantów). Później poszliśmy do restauracji i tu nastąpił... hmm... nawet nie wiem co. Moja Dama wyjmując z torebki chusteczki wyjęła jeszcze katalog z rzeczami dla niemowlaków - wiecie: łóżeczka, pościel, ciuszki i co tam jeszcze potrzeba. Zanim sobie uświadomiłem, że oni teraz nad takimi katalogami pracują, trochę mnie zmroziło. Aż dziwne, bo kupując mieszkanie rozmawialiśmy o dziecku i metraż dostosowaliśmy do powiększonej rodziny. Tyle że - co tu kryć - nie mamy teraz czasu nawet dla siebie, a co dopiero dla dziecka. Ja skoncentrowałem się w pracy na robieniu prototypów i szlifowaniu druk 3d sls, bo rozważam założenie swojej firmy, więc pracuję długo i jestem w domu dopiero późnym wieczorem. Moja Dama też "robi karierę" i wraca w podobnych godzinach. Biorąc pod uwagę to, że dziecko trzeba z przedszkola czy żłobka odebrać przed 17:00, jest to dla nas w tej chwili nieosiągalne. Opiekunka - przypuszczam - że też nie będzie siedzieć tak długo, a zresztą po co mieć dziecko, skoro się nim człowiek nie może zajmować. Moja Dama zauważyła moją głupią minę więc pogadaliśmy na ten temat i się oczywiście obraziła, bo sądziła, że "w razie czego może na mnie liczyć", że jak założę firmę, to będę mieć pracowników, którzy będą robić, a ja będę wracał w normalnych godzinach i się dzieckiem zajmę, bo ona nie mogłaby, bo jest na etacie... Oczywiście pokłóciliśmy się o jej siedzenie po godzinach, za które nawet nie ma płacone. No i wyszło na to, że to facet powinien zapewnić rodzinie bezpieczeństwo - znaczy dobrze zarabiać, ale jednocześnie powinien wracać wcześnie do domu, żeby się dzieckiem zajmować... Dziecka, na szczęście, więc na razie nie będzie i chyba jeszcze długo pozostanie taki stan... Zresztą ona niby się kłóci, ale mam wrażenie, że też by się nie ucieszyła, gdyby się okazało, że jest w ciąży.

piątek, 08 kwietnia 2016

Ostatnio słyszałem ploty, że chcą wprowadzić przepisy nakazujące posiadanie karty rowerowej, gdyż z przepisów wynika, że rowerzyści powinni poruszać się po drogach, a z praktyki wynika, że nie bardzo wiedzą jak to robić i powodują wiele wypadków. Hmm, mam mieszane uczucia na ten temat, bo z jednej strony zgadzam się, że wszyscy uczestnicy ruchu powinni znać przepisy ruchu drogowego, a z drugiej mam wątpliwości czy środki do tego są adekwatne. W przedstawionych statystykach wypadków brakuje mi informacji jaki procent sprawców wypadków będących rowerzystami posiada już kartę rowerową lub prawo jazdy. Bo równie dobrze może się okazać, że np. 70 procent te uprawnienia posiada, a wtedy uzasadnienie wprowadzenia obowiązku będzie nietrafione. Zresztą statystycznie najwięcej wypadków powodują kierowcy - samochodów i ciężarówek (w tym przypadku nawet zawodowi kierowcy), a więc ci, którzy uprawnienia posiadają i przepisy powinni znać, ale najwyraźniej nic im to nie daje. Wprowadzenie tych przepisów może też spowodować, że albo zmniejszy się ilość cyklistów (bo się wystraszą), ale wtedy znowu zwiększy się liczba osób poruszających się autobusami i tramwajami, albo nie (i będą jeździć nadal bez uprawnień, bo wielu osobom na pewno nie będzie się chciało iść na komisariat, żeby zdać egzaminy).

Z tego co wiem, obecnie dzieci w szkole podstawowej uczą się na technice znaków drogowych i zasad poruszania się po drogach i mają możliwość zrobić kartę rowerową. Moim zdaniem wystarczyłoby ten egzamin zrobić jako obowiązkowy, a nie opcjonalny i po jakimś czasie wszyscy będą mieli karty rowerowe, jeśli tak na tym rządzącym zależy. Wprowadzanie teraz kart rowerowych dla cyklistów bardziej zakrawa mi na łatanie dziur w budżecie i dodatkowe obciążanie policji, która i tak jest zawalona pracą, niż na dbałość o bezpieczeństwo. Wystarczy poczytać fora, żeby się przekonać, że rowerzyści znają przepisy, tylko się do nich nie stosują. Trudno bowiem uznać, że przejechanie na czerwonym świetle jest oznaką nieznajomości przepisów. Rowerzyści często tak robią i wykłócają się jeszcze, że "przecież nic nie jechało", że "są kraje, w których jest to dozwolone" (nieważne, że my takim krajem nie jesteśmy), itd. Co dziwne przejechanie przez kierowcę samochodu na czerwonym jest już mocno napiętnowane, mimo że "nic nie jechało".

A zatem - moim zdaniem pomysł jest raczej nietrafiony i na pewno nie poprawi bezpieczeństwa na drodze.

A z wiadomości mikro: w mojej okolicy właśnie budują nową drogę rowerową. Będzie prowadziła wzdłuż drogi, ale będzie oddzielona pasem zieleni. Rozmawiałem z robotnikami; powiedzieli, że będzie miała kilka kilometrów - na pewno będzie prowadziła do sąsiedniej wsi, a jak się uda to i dalej. W końcu pojawi się więcej możliwości jeżdżenia bez narażania się, że jakiś rozpędzony samochód wjedzie ci na plecy.

czwartek, 17 marca 2016

Witajcie po przerwie.

W styczniu na nartach co prawda byłem, ale tylko raz. Zresztą śnieg był dość mokry i nie było to to, czego bym oczekiwał po szaleństwach na stoku. Moja Dama w tym czasie pojechała do rodziny, ale tylko na jeden dzień. W sobotę wieczorem zjawiła się bez zapowiedzi u mnie w pensjonacie, bo ponoć facetom trzeba ufać, ale kontrola też się czasem przydaje... Pozostawię to bez komentarza. Test zdałem ;)

Dama pytała mnie ostatnio jak mi idzie oszczędzanie na urlop, bo można by już zrobić jakąś rezerwację. Pytanie tylko jaki mamy budżet, bo od tego zależy: gdzie. Powiedziałem, że to zależy też od tego ile ona odłożyła, bo to w końcu wspólny wyjazd. Zaczęła kręcić o zarobkach i nieplanowanych wydatkach i wyszło znowu na to, że nie odłożyła... Ale najchętniej to ona by zdecydowała gdzie jechać; padła nawet propozycja, żebyśmy pojechali razem z jej psiapsiółką i jej chłopakiem, ale zdecydowanie powiedziałem, że jadę żeby odpocząć i wolę za uzbieraną kasę kupić narzędzia do warsztatu niż opłacić podróż z E. Wizja moich narzędzi załatwiła sprawę, jedziemy osobno (znaczy bez psiapsiółki) i to ja mam decydujący (akurat!) głos. Jeśliby jednak tak miało być, to wybrałbym Portugalię. Pięknie, bezpiecznie i jest co zwiedzać. Co prawda kuchnia portugalska nie bardzo mi odpowiada, ale może u nich smakuje inaczej niż u nas, a jak nie to będę wybierał z nieregionalnego menu.

W pracy ostatnio mamy ubaw, a przez to opóźnienia. Pewnego dnia szef postanowił iść z duchem czasu i pojawiła się u nas spora drukarka 3d. To było jak dać dziecku zabawkę. Chłopaki odłożyli pracę i zaczęli się bawić. Wstyd przyznać: ja też. Ale jesteśmy usprawiedliwieni: trzeba przetestować nowy sprzęt, nauczyć się jego obsługi, zrobić kilka projektów, żeby wyłapać błędy, no i ogólnie wszystko obcykać, żeby przy zleceniach nie było wtop. No więc pracujemy ostatnio intensywnie z drukarką, poznając nowe urządzenie biurowe, a pozostałe projekty sobie czekają na bardziej sprzyjający czas, tym bardziej, że jakoś tempo pracy zwolniło, nikt nas nie pogania, jakaś taka wiosenna stagnacja zapanowała.

A dziś dodatkowo Zbyszek przyniósł ogromną ilość pysznych ciast, więc czas spędzamy jeszcze przyjemniej. Tak to można pracować.

Wszystkiego najlepszego życzę wszystkim Zbyszkom.

piątek, 08 stycznia 2016

W tym miesiącu chromolę oszczędzanie. Mam ochotę wybrać się na weekend, albo i na dwa weekendy na narty do Czarnej Góry (ewentualnie na czeską stronę, jak będą lepsze warunki albo ceny) albo na Wielką Sowę, jeśli śnieg się tam utrzyma, bo u nas wszystko się topi, a w górach z tego co czytam, jest podobnie. A jeśli tam aura zawiedzie, jest jeszcze Zieleniec ze swoim mikroklimatem, gdzie można długo poszusować. Czuję, że potrzebuję trochę rozrywki, odprężenia. Moja Dama nie lubi zimy i już zapowiedziała, że w tym czasie wybierze się do swojej rodziny. To i lepiej, nie będę słuchał po godzinie jeżdżenia: "no już wracajmy", "a może byśmy tak posiedzieli trochę w jakiejś przytulnej knajpce", "chodźmy do pokoju", "zmarzłam", "nogi mnie bolą", itd.

wtorek, 17 listopada 2015

Ponieważ nasze tegoroczne urlopy udały się tylko dzięki temu, że przez niemal rok udało mi się oszczędzić kasę na wyjazd, w tym roku też oszczędzam, już od października. Nie są to jakieś wielkie kwoty, bo nie ma za bardzo z czego odkładać, kiedy ciągle coś trzeba do domu dokupować, ale ziarnko do ziarnka i... znowu będziemy mogli wyjechać. Niestety inaczej by się nie dało. Nie zarabiamy na tyle dużo, żeby z wynagrodzeń z jednego miesiąca sfinansować wojaże. A na żadne kredyty czy pożyczki się nie zgodzę. Moja Dama podbudowana moją konsekwencją i jej skutkami też obiecała oszczędzać, żeby nasz wyjazd był dłuższy i "bardziej wypasiony". Ostatecznie więcej tych "ziarnek" będzie. Odłożyła w październiku i listopadzie. A w weekend wybrała się na spacer do galerii z koleżanką i wróciła z nowym płaszczykiem. No i tyle jej oszczędzania było :) Teraz deklaruje, że od grudnia to już na pewno będzie odkładać. W ten grudzień to szczerze powiedziawszy nie wierzę, bo przed świętami to i ja rezygnuję z oszczędzania (nie wydając oczywiście kasy ze skarbonki). A co będzie od stycznia to się jeszcze zobaczy. Wiosną zapewne jak zwykle urodzą się jej potrzeby zakupowe. Generalnie, niestety moja Dama do oszczędnych nie należy. Nie jest na szczęście jakoś wyjątkowo rozrzutna, ale... cieszę się, że mamy osobne konta.

A tymczasem na świecie, a przynajmniej w naszej części świata, gości jesień. Pogoda jak to pogoda, raz lepsza raz gorsza, ale niestety wraz z jesienią powróciły korki. Nie wiem jak to jest, może wielu rowerzystów się przesiadło do aut, a może to studenci robią taki tłok. Do tego na mojej drodze do pracy remontują w kilku miejscach drogi. No może nie remontują, tylko poprawiają i na wlocie montują wagi samochodowe. Kiedyś były tam też szybkościomierze z identyfikacją numeru i zapewne też z "aparatem fotograficznym", ale pewnego dnia zniknęły... Nie wiem czy coś się zepsuło, czy za drogie w utrzymaniu było, czy ukradli...

Ostatnio śmiać mi się chciało z reklamy, którą słyszałem w radio, przygotowanej przez któreś z ministerstw i współfinansowanej ze środków unijnych. Jeśli przekręcę to sorry, ale sprawa dotyczyła dobrej atmosfery i podwożenia kolegów do szkoły. Z pewnością jest to sposób na korki, podwożenie jest zalecane nie tylko w całej Europie, ale i w wielu częściach świata. Dodatkowo jest to świetny sposób ochrony środowiska - po co jechać po jednej osobie czterema samochodami, jak można jednym samochodem w 4 osoby? Ale co na to minister finansów? Czy zaraz nie będzie o opodatkowaniu kasy w przypadku zrzuty na paliwo, albo o opodatkowaniu nieodpłatnych świadczeniach, jeśli podwózka jest za darmo? Bo ekologia ekologią, ale z budżetem należałoby się rozliczyć nawet z ubrania nieswojemu dziecku czapki - bo przecież jakaś to usługa jest na rzecz obcej rodziny... Ech, te nasze przepisy. Nieżyciowe kompletnie.

poniedziałek, 09 listopada 2015

Szukam jakiegoś ciekawego pomysłu na wytłumienie i ocieplenie drzwi do mieszkania; wytłumienie - ponieważ na korytarzu słychać rozmowy toczone w mieszkaniu, a co prawda nie dysponuję żadnymi tajemnicami państwowymi, ale nie mam ochoty być nawet niespecjalnie podsłuchiwany. Nie chcę też zachowywać się jak koleżanka żony, którą odwiedziliśmy, a ona do nas: "chodźcie do pokoju, to coś Wam powiem, bo stąd wszystko słychać na korytarzu, a mam strasznie wścibskie sąsiadki". W marketach budowlanych widziałem takie maty, jakie królowały jeszcze w latach 80-tych, takie z ekoskóry, ociepliny i jakichś guzików czy czegoś w tym stylu. Nie bardzo mi się to podoba, choć zapewne spełnia swoje zadanie. Dama twierdzi, że możemy powiesić na drzwiach wieszaki i odwieszać tam kurtki, to będzie inna akustyka. Pewnie trochę tak, ale nie jestem przekonany czy do końca, a poza tym przed chłodem to nie bardzo chroni, a u nas jakoś z korytarza "ciągnie", zwłaszcza jak gapowicze zostawiają otwarte drzwi wejściowe. Zastanawiam się czy po prostu nie zlecić w jakimś punkcie krawieckim czy tapicerskim zrobienie jakiejś przyzwoitej maty na wymiar i jakiejś takiej bardziej "dezajnerskiej", żeby jakoś to wyglądało...

poniedziałek, 26 października 2015

Moje zdanie o Mad Max 4 brzmi: to nie jest film, to jest widowisko, czyli, jeśli lubisz oglądać filmy, które mają w sobie fabułę, nie kupuj go, a jeśli lubisz oglądać przez prawie 2 godziny widowisko charakteryzujące się w zasadzie jedną sceną pościgową, jest to coś dla ciebie. Zacznijmy od początku:
1. dialogi - aktorzy nie musieli zaprzątać sobie nimi głowy. Przedstawienie dzieci na zakończenie roku szkolnego ma ich więcej,
2. kostiumy - typowo hollywoodzka wizja postapokaliptycznego świata,
3. zdjęcia - nadążające za "akcją", biorąc pod uwagę scenariusz, trudno im coś zarzucić,
4. muzyka - fajna,
5. efekty specjalne - hollywoodzkie,
6. opis filmu - moja Dama najlepiej go scharakteryzowała: uciekają z punktu A do punktu B (ścigani), a później dochodzą do wniosku, że trzeba wracać. Co prawda "Władcę pierścieni" też można krótko opisać jako: wędrują przez 3 odcinki, żeby wrzucić pierścień do dziury, ale tam była jakaś fabuła, wielowątkowość, a tu jej nie ma.
7. zakończenie - hollywoodzkie, musi być happy end, żeby można było kontynuować wątek (bo na nowe filmy brakuje pomysłów),
8. głębszy sens - brak,
9. gra aktorska - to nie jest film, w którym można by się wykazać; raczej przeniesienie kreskówek do filmu fabularnego, czyli nie ważne co spotka kotka i tak jakoś z tego wyjdzie, no chyba że jest tym złym i musi umrzeć. Charakteryzacja Charlize Theron może i przyciąga uwagę, ale nie doszedłem do wniosku po cholerę ona smaruje czoło tym smarem,
10. o samym uporządkowaniu chronologicznym nie ma sensu wspominać - w senie film toczy się powiedzmy 20 lat po pierwszej części, ale ludzie nie pamiętają co było wcześniej, wiodą życie gorsze niż w epoce kamienia łupanego, przy jednoczesnym niesamowitym rozwoju motoryzacji...

Ponoć cena jest najlepszym wyznacznikiem jakości. W tym przypadku kupiłem film na dvd za 4 dychy, ale tak naprawdę nie jest to cena za Mad Max 4, tylko za kontynuację Mad Maxa. Dobre filmy, klasyki - nawet te z lat 70-90 XX w. są w cenie, te obecne hity wchodzą do sprzedaży za 6 dych, a 6 miesięcy później lądują w koszach z przecenami po 9,90 zł. albo i po 4,90 zł. Moim zdaniem taki spadek wartości spotka również 4 część Mad Maxa, bo nie jest to film, który wniósł do kinematografii jakieś wartości, wizję, coś co warto byłoby zachować, docenić. Niestety spodziewałem się czegoś więcej, dużo więcej.

 
1 , 2 , 3