RSS
środa, 22 lutego 2017

Gdzie te czasy, gdy w czasie ferii na podwórkach było mnóstwo dzieciaków... Nie jestem jeszcze dinozaurem, też miałem w domu kompa, choć mam wrażenie, że dostęp do niego był bardziej reglamentowany, ale bez względu na pogodę, kiedy było wolne dzieciaki nie siedziały w domach. No dobra, dzisiaj akurat pada i pogoda może nie sprzyja wypoczynkowi na świeżym powietrzu. Może też w ogóle ferie zimowe są zimowe już tylko z nazwy, ale są przecież inne atrakcje. A tymczasem na basenie jest dużo mniej dzieciaków niż w trakcie roku szkolnego, w kinach też jakoś nie widać młodzieży. Co oni robią? Po muzeach raczej nie spacerują... Śpią albo na necie siedzą? Co za nudne pokolenie... Jak się pojawią nasze dzieciaki trzeba będzie wymyślać sposoby aktywizacji...

Jutro Tłusty Czwartek, czyli sprawdzian dla wątroby ;) A za miesiąc... wiosna :)

wtorek, 10 stycznia 2017

No więc rozpoczął nam się kolejny rok. Jak dla mnie rozpoczął się dość dobrze. Nie zostałem wyciągnięty z domu na żadną wielką sylwestrową imprezę, tylko po prostu zaprosiliśmy do siebie kilkunastu znajomych. Była fajna muza, ciekawe rozmowy, żarty, choć i trzeba było trochę potańczyć - kobiety. Z tej okazji musieliśmy trochę przemeblować mieszkanie, ale daliśmy radę :)

Ostatni długi weekend postanowiliśmy z Damą spędzić osobno. No dobra, ona postanowiła, umawiając się z psiapsiółkami do spa w górach, bo podobno organizm w zimie potrzebuje więcej opieki i zabiegów. Miałem, korzystając z okazji wyskoczyć na narty, ale ostatecznie postanowiliśmy z kumplami - mężami psiapsiółek - spędzić weekend w miłym męskim gronie przed normalnymi filmami, których panie nie chcą oglądać (więc i nas dotykają ograniczenia) i przy piwku. Ponieważ nastąpiły pewne komplikacje z opieką nad dziećmi, imprezkę, która miała się rozpocząć o 17stej przełożyliśmy na 20stą. I całe szczęście, bo zanim zasiedliśmy do delektowania się alkoholami zadzwoniły nasze najukochańsze, które utknęły na uroczej, górskiej, ośnieżonej drodze, po której nie dało się przejechać bez łańcuchów, tym bardziej, że prowadziła pod górkę, a panie oczywiście łańcuchów nie wzięły. Damy uznały, że nie warto dzwonić po żadną pomoc drogową, gdyż zadaniem mężów jest ocalanie ukochanych przed kłopotami. Toteż dostaliśmy jednoznaczne polecenie wsadzenia tyłków do samochodu, zabrania łańcuchów dla siebie i dla nich i dostarczenia ich na wskazane według GPS miejsce ASAP. Cóż było robić. Pojechaliśmy, zadbaliśmy o to, żeby szczęśliwie dotarły na miejsce i wróciliśmy. Natomiast imprezę trzeba było przełożyć na następny dzień... Co by nie mówić, był to ciekawy długi weekend...

Ostatnio u nas zrobiło się kulinarnie dość monotematycznie. Po Wigilii moja Dama nagle "odkryła" grzyby. Wcześniej pojawiały się u nas dość sporadycznie, głównie jako dodatek do sosów (raczej zapachowy, bo w postaci zmielonej). Teraz co kilka dni mamy zupę grzybową, grzyby w sosach, w bigosie (w nadprogramowych ilościach), w sałatkach i kremach. Moja Dama już tak ma, że jak jej coś zasmakuje, to będzie to robić tak długo, aż jej się nie znudzi i na długie miesiące, albo nawet lata, zapomni o gotowaniu tego. Ja za to muszę jakoś przeżyć jej okresy "manii kulinarnych". Tak nam już cały dom pachnie, że później chyba zamówię jakieś... :) odgrzybianie

Wrocław niestety nie zrobił się biały, tak jak pobliskie góry. Ale za to nie dopiekły nam też ostatnie mrozy. Temperatura chyba nawet w nocy nie spadła poniżej -10 stopni, a w dzień wahała się wokół -5 stopni, więc żadna tragedia. Tylko dzieciakom trochę przykro, że nie ma na czym pojeździć, co widzę każdego dnia, kiedy wracam z pracy i obserwuję rodziców ciągnących dzieci siedzące na sankach po trawie rosnącej wzdłuż ścieżki rowerowej (już suchej) na której utrzymuje się cieniutka, rozjeżdżona warstewka śniegu, w ilości iście symbolicznej. Słyszałem, że na jutro i pojutrze zapowiadają jakieś opady śniegu. Zobaczymy.

środa, 30 listopada 2016

Dziś, ostatniego dnia listopada, we Wrocławiu sypnęło śniegiem. Mokrym, bo mokrym, ale i tak jest to wydarzenie wyjątkowe.

A teraz zgodnie z tytułem - pozdrowienia: 

pozdrawiam serdecznie wszystkich kierowców na letnich oponach :)

A sporo jeszcze takich...

Wybaczcie złośliwość, ale po wielu ostrzeżeniach, po prostu nie mogłem się powstrzymać ;-P

wtorek, 18 października 2016

To wprost niesamowite. Moja Dama jest na mnie zła, ale naprawdę i serio przestałem lubić słodycze. Gdybym był kobietą, podejrzewałbym, że jestem w ciąży ;) Ale nie jestem. Ani kobietą ani w ciąży, żeby nie było wątpliwości ;) Po prostu wcinając z 3 tygodnie temu kawałek tortu w kawiarni i popijając kawą stwierdziłem, że słodki smak mi nie odpowiada. Od tej pory moja Dama przeprowadzała na mnie testy (bez uzyskania stosownych zezwoleń ;) ) serwując mi różne wypieki, cukierki, czekoladki, itd. Znaczy próbując mi serwować, bo jeden gryzek wystarcza, żeby mój mózg stwierdził, że to jest "fuj". A Dama - zamiast się cieszyć - bo to oszczędność kasy, no i będę miał zdrowsze zęby i mniej tłuszczyku, jest wkurzona, że ona nie potrafi "odstawić". Mówi, że czuje się jakby poszła z facetem do baru, zamówiła piwo, a on soczek :) Dziwne, bo jakoś nie przeszkadza jej to, że ja generalnie nie jem zieleniny i przez to nie czuje się gorzej. Kobiety.

poniedziałek, 12 września 2016

Marzy mi się założenie klimatyzacji w mieszkaniu. Wiem, że nie mieszkamy w Afryce i nie codziennie są upały, ale mimo wszystko nawet te kilka dni potrafi dokuczyć. Kiedyś, gdy chodziłem do szkoły i pracowałem u "normalnego" pracodawcy, znaczy w małym zakładzie, jakoś mi to nie przeszkadzało. Od kiedy jednak jeżdżę klimatyzowanym autem i siedzę cały dzień w klimatyzowanym biurowcu, chyba przyzwyczaiłem się do niższej, stabilnej temperatury. Ta u nas w mieszkaniu jest jak dla mnie za wysoka. Od początku upałów ani odpoczynek nie sprawia mi przyjemności, ani w nocy nie mogę się porządnie wyspać, bo mi za gorąco. Oczywiście na tym tle wybuchł od razu spór z Damą, która co prawda nie wyobraża sobie podróży latem samochodem bez włączenia klimy; w pracy też jej nie przeszkadza, ale w domu nie chce o niej słyszeć, jakby właśnie ta, którą chcę założyć mogła na nas sprowadzić wszelkie możliwe plagi, choroby i nieszczęścia. No cóż, o tej porze roku i tak już się nie przyda; do wiosny daleko... Dama ma dużo czułych punktów i dużo chciejstw. Na pewno idąc na kompromisy uda się ją do przyszłego lata przekonać o przydatności tego urządzenia. Biorąc pod uwagę jej rachunki od kosmetyczki i w aptece (ostatnio nawet przyniosła do domu jakiś chlorofil w płynie), argumenty kwotowe do mnie nie przemawiają. Jeszcze mógłbym zrozumieć te jej wydatki, gdyby miała jakieś problemy z cerą, włosami, paznokciami, albo choćby wagą, ale nie - nic jej nie dolega, wszystko jest w najlepszym porządeczku i w normie; wygląda pięknie, więc nie jestem w stanie zrozumieć po co to.

W Portugalii było wręcz cudownie, poza lekką paniką w samolocie spowodowaną turbulencjami (Dama ciężko je znosi). Dało się odpocząć, nacieszyć pięknymi plażami, pozwiedzać, popróbować na miejscu lokalnej kuchni i wina, zapomnieć o pracy i nacieszyć się też sobą. Przez cały wyjazd nie zaliczyliśmy ani jednej kłótni, co ostatnio było wręcz niesamowitym osiągnięciem. Od powrotu też jest o niebo lepiej. Postanowiliśmy częściej zapominać o zwykłych dniach i problemach, i po prostu pakować się i wyjeżdżać. Najwyraźniej dobrze nam to robi. Praca może i uszlachetnia, ale jej nadmiar na pewno nie uszczęśliwia ;)

poniedziałek, 04 lipca 2016

No niestety, dwie świetne drużyny wyleciały z Euro - Polska i Islandia, choć co by nie mówić o samej grze i tak wylecieliśmy w lepszym stylu niż Włosi ;)

Knajpka się sprawdza przy takich okazjach w 100 procentach :)

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Urlop zbliża się wielkimi krokami i już się nie mogę doczekać wyjazdu. Czuję się przepracowany, przemęczony. Poza tym musimy spędzić razem z Damą trochę więcej czasu, bo co z tego, że razem mieszkamy, jak prawie wcale się nie widzimy, o normalnej rozmowie nie wspominając. Na szczęście teraz ma człowiek trochę rozrywki w postaci Euro 2016 :) Znaleźliśmy z kumplami świetną knajpę, z pysznym żarciem, w miarę tanim browcem, panelem TV na zewnątrz, więc warunki do kibicowania mamy wręcz wymarzone. W takim klimacie można naszych wspierać, a że dobrze im idzie, więc tym przyjemniej się siedzi. Oby tak dalej; żeby ość czy kość nam nie stanęła w gardle na meczu z Portugalią ;) Z drugiej strony, jak Portugalię wywalimy z zawodów, to będąc tam na urlopie przed kibicami trzeba będzie ukrywać skąd się przyjechało ;) Liczę jednak na to, że damy radę :)

piątek, 13 maja 2016

Wczoraj był dziwny dzień, znaczy trochę fajny, trochę dziwny. Może dlatego, że miał być rewelacyjny, a nie był, więc trudno mi go ocenić. Zaplanowałem sobie zabranie mojej Damy do biura podróży i wykupienie wycieczki, a później obiadokolację w restauracji, bo wiedziałem, że tam nam trochę czasu zejdzie i nie będzie kiedy gotować. Początek planu udał się wyjątkowo dobrze, nie było strojenia min, zbyt wielu tekstów "a może jednak", "a co nam pani jeszcze zaproponuje", itp. Dość szybko, ku mojemu wielkiemu szczęściu, zdecydowaliśmy się na Portugalię (dobra cena, fajny klimat, piękne plaże, jest co zwiedzać, nie ma emigrantów). Później poszliśmy do restauracji i tu nastąpił... hmm... nawet nie wiem co. Moja Dama wyjmując z torebki chusteczki wyjęła jeszcze katalog z rzeczami dla niemowlaków - wiecie: łóżeczka, pościel, ciuszki i co tam jeszcze potrzeba. Zanim sobie uświadomiłem, że oni teraz nad takimi katalogami pracują, trochę mnie zmroziło. Aż dziwne, bo kupując mieszkanie rozmawialiśmy o dziecku i metraż dostosowaliśmy do powiększonej rodziny. Tyle że - co tu kryć - nie mamy teraz czasu nawet dla siebie, a co dopiero dla dziecka. Ja skoncentrowałem się w pracy na robieniu prototypów i szlifowaniu druk 3d sls, bo rozważam założenie swojej firmy, więc pracuję długo i jestem w domu dopiero późnym wieczorem. Moja Dama też "robi karierę" i wraca w podobnych godzinach. Biorąc pod uwagę to, że dziecko trzeba z przedszkola czy żłobka odebrać przed 17:00, jest to dla nas w tej chwili nieosiągalne. Opiekunka - przypuszczam - że też nie będzie siedzieć tak długo, a zresztą po co mieć dziecko, skoro się nim człowiek nie może zajmować. Moja Dama zauważyła moją głupią minę więc pogadaliśmy na ten temat i się oczywiście obraziła, bo sądziła, że "w razie czego może na mnie liczyć", że jak założę firmę, to będę mieć pracowników, którzy będą robić, a ja będę wracał w normalnych godzinach i się dzieckiem zajmę, bo ona nie mogłaby, bo jest na etacie... Oczywiście pokłóciliśmy się o jej siedzenie po godzinach, za które nawet nie ma płacone. No i wyszło na to, że to facet powinien zapewnić rodzinie bezpieczeństwo - znaczy dobrze zarabiać, ale jednocześnie powinien wracać wcześnie do domu, żeby się dzieckiem zajmować... Dziecka, na szczęście, więc na razie nie będzie i chyba jeszcze długo pozostanie taki stan... Zresztą ona niby się kłóci, ale mam wrażenie, że też by się nie ucieszyła, gdyby się okazało, że jest w ciąży.

piątek, 08 kwietnia 2016

Ostatnio słyszałem ploty, że chcą wprowadzić przepisy nakazujące posiadanie karty rowerowej, gdyż z przepisów wynika, że rowerzyści powinni poruszać się po drogach, a z praktyki wynika, że nie bardzo wiedzą jak to robić i powodują wiele wypadków. Hmm, mam mieszane uczucia na ten temat, bo z jednej strony zgadzam się, że wszyscy uczestnicy ruchu powinni znać przepisy ruchu drogowego, a z drugiej mam wątpliwości czy środki do tego są adekwatne. W przedstawionych statystykach wypadków brakuje mi informacji jaki procent sprawców wypadków będących rowerzystami posiada już kartę rowerową lub prawo jazdy. Bo równie dobrze może się okazać, że np. 70 procent te uprawnienia posiada, a wtedy uzasadnienie wprowadzenia obowiązku będzie nietrafione. Zresztą statystycznie najwięcej wypadków powodują kierowcy - samochodów i ciężarówek (w tym przypadku nawet zawodowi kierowcy), a więc ci, którzy uprawnienia posiadają i przepisy powinni znać, ale najwyraźniej nic im to nie daje. Wprowadzenie tych przepisów może też spowodować, że albo zmniejszy się ilość cyklistów (bo się wystraszą), ale wtedy znowu zwiększy się liczba osób poruszających się autobusami i tramwajami, albo nie (i będą jeździć nadal bez uprawnień, bo wielu osobom na pewno nie będzie się chciało iść na komisariat, żeby zdać egzaminy).

Z tego co wiem, obecnie dzieci w szkole podstawowej uczą się na technice znaków drogowych i zasad poruszania się po drogach i mają możliwość zrobić kartę rowerową. Moim zdaniem wystarczyłoby ten egzamin zrobić jako obowiązkowy, a nie opcjonalny i po jakimś czasie wszyscy będą mieli karty rowerowe, jeśli tak na tym rządzącym zależy. Wprowadzanie teraz kart rowerowych dla cyklistów bardziej zakrawa mi na łatanie dziur w budżecie i dodatkowe obciążanie policji, która i tak jest zawalona pracą, niż na dbałość o bezpieczeństwo. Wystarczy poczytać fora, żeby się przekonać, że rowerzyści znają przepisy, tylko się do nich nie stosują. Trudno bowiem uznać, że przejechanie na czerwonym świetle jest oznaką nieznajomości przepisów. Rowerzyści często tak robią i wykłócają się jeszcze, że "przecież nic nie jechało", że "są kraje, w których jest to dozwolone" (nieważne, że my takim krajem nie jesteśmy), itd. Co dziwne przejechanie przez kierowcę samochodu na czerwonym jest już mocno napiętnowane, mimo że "nic nie jechało".

A zatem - moim zdaniem pomysł jest raczej nietrafiony i na pewno nie poprawi bezpieczeństwa na drodze.

A z wiadomości mikro: w mojej okolicy właśnie budują nową drogę rowerową. Będzie prowadziła wzdłuż drogi, ale będzie oddzielona pasem zieleni. Rozmawiałem z robotnikami; powiedzieli, że będzie miała kilka kilometrów - na pewno będzie prowadziła do sąsiedniej wsi, a jak się uda to i dalej. W końcu pojawi się więcej możliwości jeżdżenia bez narażania się, że jakiś rozpędzony samochód wjedzie ci na plecy.

czwartek, 17 marca 2016

Witajcie po przerwie.

W styczniu na nartach co prawda byłem, ale tylko raz. Zresztą śnieg był dość mokry i nie było to to, czego bym oczekiwał po szaleństwach na stoku. Moja Dama w tym czasie pojechała do rodziny, ale tylko na jeden dzień. W sobotę wieczorem zjawiła się bez zapowiedzi u mnie w pensjonacie, bo ponoć facetom trzeba ufać, ale kontrola też się czasem przydaje... Pozostawię to bez komentarza. Test zdałem ;)

Dama pytała mnie ostatnio jak mi idzie oszczędzanie na urlop, bo można by już zrobić jakąś rezerwację. Pytanie tylko jaki mamy budżet, bo od tego zależy: gdzie. Powiedziałem, że to zależy też od tego ile ona odłożyła, bo to w końcu wspólny wyjazd. Zaczęła kręcić o zarobkach i nieplanowanych wydatkach i wyszło znowu na to, że nie odłożyła... Ale najchętniej to ona by zdecydowała gdzie jechać; padła nawet propozycja, żebyśmy pojechali razem z jej psiapsiółką i jej chłopakiem, ale zdecydowanie powiedziałem, że jadę żeby odpocząć i wolę za uzbieraną kasę kupić narzędzia do warsztatu niż opłacić podróż z E. Wizja moich narzędzi załatwiła sprawę, jedziemy osobno (znaczy bez psiapsiółki) i to ja mam decydujący (akurat!) głos. Jeśliby jednak tak miało być, to wybrałbym Portugalię. Pięknie, bezpiecznie i jest co zwiedzać. Co prawda kuchnia portugalska nie bardzo mi odpowiada, ale może u nich smakuje inaczej niż u nas, a jak nie to będę wybierał z nieregionalnego menu.

W pracy ostatnio mamy ubaw, a przez to opóźnienia. Pewnego dnia szef postanowił iść z duchem czasu i pojawiła się u nas spora drukarka 3d. To było jak dać dziecku zabawkę. Chłopaki odłożyli pracę i zaczęli się bawić. Wstyd przyznać: ja też. Ale jesteśmy usprawiedliwieni: trzeba przetestować nowy sprzęt, nauczyć się jego obsługi, zrobić kilka projektów, żeby wyłapać błędy, no i ogólnie wszystko obcykać, żeby przy zleceniach nie było wtop. No więc pracujemy ostatnio intensywnie z drukarką, poznając nowe urządzenie biurowe, a pozostałe projekty sobie czekają na bardziej sprzyjający czas, tym bardziej, że jakoś tempo pracy zwolniło, nikt nas nie pogania, jakaś taka wiosenna stagnacja zapanowała.

A dziś dodatkowo Zbyszek przyniósł ogromną ilość pysznych ciast, więc czas spędzamy jeszcze przyjemniej. Tak to można pracować.

Wszystkiego najlepszego życzę wszystkim Zbyszkom.

 
1 , 2 , 3 , 4