RSS
wtorek, 05 września 2017

Kiedyś lubiłem pichcić. Teraz od czasu do czasu, zwłaszcza przed imprezą też coś tam zrobię. Tym bardziej dziwię się sam sobie, że od tygodnia (czyli od czasu, gdy moja Dama pojechała do rodziny) funkcjonuję na pizzy. Nawet pierogów mi się nie chce przygrzewać. Co jeszcze dziwniejsze, mój organizm (który zwykle woli nieco zdrowsze żarcie) nadal toleruje tę dietę... Całe szczęście, że Dama jutro wraca, bo jakby wyjechała na dłużej, to po powrocie mogłaby mieć poważne zastrzeżenia co do mojego wyglądu... A przywiązuje do tego sporą wagę... 

Za to bez zastrzeżeń mogę oglądać mecze z piwkiem w ręku i workiem chipsów. No i z kumplami, którzy oczywiście nie straciliby takiej okazji na męskie spotkania :)

Tagi: Pizza
16:52, georggge
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 lipca 2017

Już od tygodnia we Wrocławiu odbywają się międzynarodowe IGRZYSKA sportów nieolimpijskich: The World Games. Jak to igrzyska - impreza ma miejsce raz na 4 lata. Następnym razem będzie w USA. Ja rozumiem, że to nie to samo co olimpiada, ale - bez przesady - różnica nie jest aż tak duża. I w jednym i w drugim przypadku zjeżdżają się najlepsi z najlepszych na świecie i rywalizują w swoich dyscyplinach. Osobiście uważam, że sporty nieolimpijskie są ciekawsze. Są też bardziej kameralne i bezpieczniejsze. Można spokojnie wybrać się na nie z małymi dziećmi bez obawy o "kiboli".

To co jeszcze wyróżnia The World Games to są niskie ceny biletów. Na niektóre zawody są po 5 zł!!!, na inne po 10 czy 20 zł. Na sporty wodne w ogóle jest wstęp wolny. Można sobie usiąść na kocyku na brzegu Odry i pooglądać slalomy czy skoki na nartach wodnych czy desce. Świetna, rodzinna imprezka.

Uważam jednak, że za samą promocję imprezy ktoś powinien dostać po uszach. No, chyba, że tak ciężko przebić się przez wiadomości w standardowych mediach, dla których ważniejszą informacją są mecze piłkarskie którejś tam kolejnej ligi niż mistrzostwa świata!!! Bo takie informacje się pojawiają. Mistrzostwa są pomijane zarówno w internecie, jak i w telewizji!!!

W sobotę był u mnie kumpel z Poznania, który o mistrzostwach w ogóle nie słyszał i dowiedział się ode mnie. Przez cały weekend włóczyliśmy się po zawodach, bo na mnóstwo imprez można na bieżąco kupić bilety!!! Przednia zabawa. Świetny kontakt z zawodnikami. Mnóstwo ludzi biegało za fotkami i autografami. Tylko, cholera, jak na taką imprezę, frekwencja do du... Aż wstyd, że gdzieniegdzie więcej było Niemców, Francuzów czy osób z Ameryki Południowej niż z Polski. Doprawdy niewykorzystana okazja do promocji miasta i niewykorzystana okazja do naprawdę świetnej zabawy w kraju.

czwartek, 27 kwietnia 2017

1 maja we Wrocławiu będzie kolejne bicie Rekordu Guinnessa w ilości osób grających razem na gitarze. "Na warsztat" zostanie wzięty utwór "Hej Joe". Tak, tak, nadal szlifuję :) Ostatecznie każda gitara ważna. Warto nadmienić, że poprzednie dwa rekordy zostały ustanowione właśnie we Wrocku. Więc jeśli gracie i macie ochotę przyjechać i wziąć udział w zabawie, to na pewno warto. Wrocław ze swej strony zapewnia świetną imprezę na wielu koncertach i - podobno - całkiem przyzwoitą pogodę :)

Zresztą "z okazji" tego koncertu mieliśmy mały spór z moją Damą, która uważa, że przywiązuję nas na kolejną majówkę do Wrocławia. A ona tymczasem ma ochotę wyjechać na jakieś wczasy w kraju, albo lepiej za granicę, w kierunku pewnej i pięknej pogody. Albo przynajmniej do Budapesztu, tym bardziej, że w tym roku mamy ponad tydzień wolnego. Żeby wilk był syty i owca cała, zarezerwowałem 3 dni w Budapeszcie. Oczywiście po biciu rekordu :) 

Gorszy problem, że nadal nie wiemy co z wakacjami. Po zeszłorocznym wyjeździe do Portugalii, w tym roku mamy zgrzyt. Ja miałbym ochotę na zimniejsze regiony - Irlandię, Szkocję, Finlandię, względnie Danię; ona - na Kanary, Chorwację, Grecję lub Lazurowe Wybrzeże. I dogadaj się tu. Po namalowaniu w głowie kręgów zainteresowań, jakoś brak stycznych... I znowu trzeba będzie znaleźć kompromis i już nawet nie muszę zgadywać kto będzie musiał ustąpić...

Dobra, nie ma co narzekać. Trzeba się cieszyć z tego że: 1. wezmę udział w imprezie na wrocławskim Rynku, 2. po której jadę na koncert "Żurawinek" :) 3. też miałem ochotę odwiedzić Budapeszt. Więc w sumie długi weekend zapowiada się super.

wtorek, 14 marca 2017

Ostatnio w naszych lokalnych mediach i w pracy, wśród zapalonych rowerzystów, tematem nr 1 jest nowa trasa rowerowa, która ma powstać od Bielan Wrocławskich do Kobierzyc. Właściwie ma być to przedłużenie istniejącej już dość długiej ścieżki rowerowej poprowadzonej we Wrocławiu. Aż dziw, że takiej trasy jeszcze nie ma. Na północ od Wrocławia, a więc w gminach dużo biedniejszych niż Kobierzyce, już od dawna istnieją długie i bezpieczne, bo poprowadzone w pewnej odległości od szosy, drogi rowerowe, a południe pod tym względem kuleje. Swego czasu chciałem się z kolegami wybrać na rowerach do Sobótki, ale jazda wzdłuż mocno uczęszczanych dwóch dróg prowadzących na południe, które nawet nie mają asfaltowego pobocza, wzbudziła w nas zdecydowaną niechęć. A szkoda, bo wśród takiej ilości pól i to na równinach, można by wybudować piękne trasy rowerowe. No i proszę. W końcu się doczekaliśmy. A właściwie powinienem napisać: doczekamy, bo całość budowy ma się zakończyć (skoro mówią tak urzędnicy w mediach, to jest to wersja optymistyczna) dopiero za 1,5 roku. Ale jest progres. Zapewne to skutek zbliżających się wyborów :)  (oby były jak najczęściej)

Swoją drogą liczę na poprowadzenie tej drogi dalej. Jakby nie patrzeć Bielany i okolica to zbiorowisko marketów, hal, magazynów i zakładów w strefach ekonomicznych. Wioski w okolicy są oddalone od siebie o kilka kilometrów. Zapewne sporo osób dojeżdża z nich do pracy do tych zakładów, a z dojazdami kiepsko, bo linia kolejowa z tamtej strony została zlikwidowana, a autobusy jeżdżą rzadko, więc mieszkańcy są zdani na dojeżdżanie samochodami. A przecież na tak krótkich trasach mogliby się przesiąść na rowery. I dla zdrowia i dla środowiska byłoby to lepiej. Sam nie wiem dlaczego nikt wcześniej o tym nie pomyślał, choćby projektując rozbudowy kolejnych dróg i wiaduktów, do których drogi rowerowej nie da się już dobudować ani w żaden sposób "dolepić".

środa, 22 lutego 2017

Gdzie te czasy, gdy w czasie ferii na podwórkach było mnóstwo dzieciaków... Nie jestem jeszcze dinozaurem, też miałem w domu kompa, choć mam wrażenie, że dostęp do niego był bardziej reglamentowany, ale bez względu na pogodę, kiedy było wolne dzieciaki nie siedziały w domach. No dobra, dzisiaj akurat pada i pogoda może nie sprzyja wypoczynkowi na świeżym powietrzu. Może też w ogóle ferie zimowe są zimowe już tylko z nazwy, ale są przecież inne atrakcje. A tymczasem na basenie jest dużo mniej dzieciaków niż w trakcie roku szkolnego, w kinach też jakoś nie widać młodzieży. Co oni robią? Po muzeach raczej nie spacerują... Śpią albo na necie siedzą? Co za nudne pokolenie... Jak się pojawią nasze dzieciaki trzeba będzie wymyślać sposoby aktywizacji...

Jutro Tłusty Czwartek, czyli sprawdzian dla wątroby ;) A za miesiąc... wiosna :)

wtorek, 10 stycznia 2017

No więc rozpoczął nam się kolejny rok. Jak dla mnie rozpoczął się dość dobrze. Nie zostałem wyciągnięty z domu na żadną wielką sylwestrową imprezę, tylko po prostu zaprosiliśmy do siebie kilkunastu znajomych. Była fajna muza, ciekawe rozmowy, żarty, choć i trzeba było trochę potańczyć - kobiety. Z tej okazji musieliśmy trochę przemeblować mieszkanie, ale daliśmy radę :)

Ostatni długi weekend postanowiliśmy z Damą spędzić osobno. No dobra, ona postanowiła, umawiając się z psiapsiółkami do spa w górach, bo podobno organizm w zimie potrzebuje więcej opieki i zabiegów. Miałem, korzystając z okazji wyskoczyć na narty, ale ostatecznie postanowiliśmy z kumplami - mężami psiapsiółek - spędzić weekend w miłym męskim gronie przed normalnymi filmami, których panie nie chcą oglądać (więc i nas dotykają ograniczenia) i przy piwku. Ponieważ nastąpiły pewne komplikacje z opieką nad dziećmi, imprezkę, która miała się rozpocząć o 17stej przełożyliśmy na 20stą. I całe szczęście, bo zanim zasiedliśmy do delektowania się alkoholami zadzwoniły nasze najukochańsze, które utknęły na uroczej, górskiej, ośnieżonej drodze, po której nie dało się przejechać bez łańcuchów, tym bardziej, że prowadziła pod górkę, a panie oczywiście łańcuchów nie wzięły. Damy uznały, że nie warto dzwonić po żadną pomoc drogową, gdyż zadaniem mężów jest ocalanie ukochanych przed kłopotami. Toteż dostaliśmy jednoznaczne polecenie wsadzenia tyłków do samochodu, zabrania łańcuchów dla siebie i dla nich i dostarczenia ich na wskazane według GPS miejsce ASAP. Cóż było robić. Pojechaliśmy, zadbaliśmy o to, żeby szczęśliwie dotarły na miejsce i wróciliśmy. Natomiast imprezę trzeba było przełożyć na następny dzień... Co by nie mówić, był to ciekawy długi weekend...

Ostatnio u nas zrobiło się kulinarnie dość monotematycznie. Po Wigilii moja Dama nagle "odkryła" grzyby. Wcześniej pojawiały się u nas dość sporadycznie, głównie jako dodatek do sosów (raczej zapachowy, bo w postaci zmielonej). Teraz co kilka dni mamy zupę grzybową, grzyby w sosach, w bigosie (w nadprogramowych ilościach), w sałatkach i kremach. Moja Dama już tak ma, że jak jej coś zasmakuje, to będzie to robić tak długo, aż jej się nie znudzi i na długie miesiące, albo nawet lata, zapomni o gotowaniu tego. Ja za to muszę jakoś przeżyć jej okresy "manii kulinarnych". Tak nam już cały dom pachnie, że później chyba zamówię jakieś... :) odgrzybianie Wrocław niestety nie zrobił się biały, tak jak pobliskie góry. Ale za to nie dopiekły nam też ostatnie mrozy. Temperatura chyba nawet w nocy nie spadła poniżej -10 stopni, a w dzień wahała się wokół -5 stopni, więc żadna tragedia. Tylko dzieciakom trochę przykro, że nie ma na czym pojeździć, co widzę każdego dnia, kiedy wracam z pracy i obserwuję rodziców ciągnących dzieci siedzące na sankach po trawie rosnącej wzdłuż ścieżki rowerowej (już suchej) na której utrzymuje się cieniutka, rozjeżdżona warstewka śniegu, w ilości iście symbolicznej. Słyszałem, że na jutro i pojutrze zapowiadają jakieś opady śniegu. Zobaczymy.

środa, 30 listopada 2016

Dziś, ostatniego dnia listopada, we Wrocławiu sypnęło śniegiem. Mokrym, bo mokrym, ale i tak jest to wydarzenie wyjątkowe.

A teraz zgodnie z tytułem - pozdrowienia: 

pozdrawiam serdecznie wszystkich kierowców na letnich oponach :)

A sporo jeszcze takich...

Wybaczcie złośliwość, ale po wielu ostrzeżeniach, po prostu nie mogłem się powstrzymać ;-P

wtorek, 18 października 2016

To wprost niesamowite. Moja Dama jest na mnie zła, ale naprawdę i serio przestałem lubić słodycze. Gdybym był kobietą, podejrzewałbym, że jestem w ciąży ;) Ale nie jestem. Ani kobietą ani w ciąży, żeby nie było wątpliwości ;) Po prostu wcinając z 3 tygodnie temu kawałek tortu w kawiarni i popijając kawą stwierdziłem, że słodki smak mi nie odpowiada. Od tej pory moja Dama przeprowadzała na mnie testy (bez uzyskania stosownych zezwoleń ;) ) serwując mi różne wypieki, cukierki, czekoladki, itd. Znaczy próbując mi serwować, bo jeden gryzek wystarcza, żeby mój mózg stwierdził, że to jest "fuj". A Dama - zamiast się cieszyć - bo to oszczędność kasy, no i będę miał zdrowsze zęby i mniej tłuszczyku, jest wkurzona, że ona nie potrafi "odstawić". Mówi, że czuje się jakby poszła z facetem do baru, zamówiła piwo, a on soczek :) Dziwne, bo jakoś nie przeszkadza jej to, że ja generalnie nie jem zieleniny i przez to nie czuje się gorzej. Kobiety.

poniedziałek, 12 września 2016

Marzy mi się założenie klimatyzacji w mieszkaniu. Wiem, że nie mieszkamy w Afryce i nie codziennie są upały, ale mimo wszystko nawet te kilka dni potrafi dokuczyć. Kiedyś, gdy chodziłem do szkoły i pracowałem u "normalnego" pracodawcy, znaczy w małym zakładzie, jakoś mi to nie przeszkadzało. Od kiedy jednak jeżdżę klimatyzowanym autem i siedzę cały dzień w klimatyzowanym biurowcu, chyba przyzwyczaiłem się do niższej, stabilnej temperatury. Ta u nas w mieszkaniu jest jak dla mnie za wysoka. Od początku upałów ani odpoczynek nie sprawia mi przyjemności, ani w nocy nie mogę się porządnie wyspać, bo mi za gorąco. Oczywiście na tym tle wybuchł od razu spór z Damą, która co prawda nie wyobraża sobie podróży latem samochodem bez włączenia klimy; w pracy też jej nie przeszkadza, ale w domu nie chce o niej słyszeć, jakby właśnie ta, którą chcę założyć mogła na nas sprowadzić wszelkie możliwe plagi, choroby i nieszczęścia. No cóż, o tej porze roku i tak już się nie przyda; do wiosny daleko... Dama ma dużo czułych punktów i dużo chciejstw. Na pewno idąc na kompromisy uda się ją do przyszłego lata przekonać o przydatności tego urządzenia. Biorąc pod uwagę jej rachunki od kosmetyczki i w aptece (ostatnio nawet przyniosła do domu jakiś chlorofil w płynie), argumenty kwotowe do mnie nie przemawiają. Jeszcze mógłbym zrozumieć te jej wydatki, gdyby miała jakieś problemy z cerą, włosami, paznokciami, albo choćby wagą, ale nie - nic jej nie dolega, wszystko jest w najlepszym porządeczku i w normie; wygląda pięknie, więc nie jestem w stanie zrozumieć po co to.

W Portugalii było wręcz cudownie, poza lekką paniką w samolocie spowodowaną turbulencjami (Dama ciężko je znosi). Dało się odpocząć, nacieszyć pięknymi plażami, pozwiedzać, popróbować na miejscu lokalnej kuchni i wina, zapomnieć o pracy i nacieszyć się też sobą. Przez cały wyjazd nie zaliczyliśmy ani jednej kłótni, co ostatnio było wręcz niesamowitym osiągnięciem. Od powrotu też jest o niebo lepiej. Postanowiliśmy częściej zapominać o zwykłych dniach i problemach, i po prostu pakować się i wyjeżdżać. Najwyraźniej dobrze nam to robi. Praca może i uszlachetnia, ale jej nadmiar na pewno nie uszczęśliwia ;)

poniedziałek, 04 lipca 2016

No niestety, dwie świetne drużyny wyleciały z Euro - Polska i Islandia, choć co by nie mówić o samej grze i tak wylecieliśmy w lepszym stylu niż Włosi ;)

Knajpka się sprawdza przy takich okazjach w 100 procentach :)

 
1 , 2 , 3 , 4
Tagi